Pierwszy raz na ściance

sc1

sosn

Jeśli czytasz te słowa, chyba już zdecydowałeś(-aś) o odwiedzinach na ściance. Poniżej kilka mentorskich porad które – mam nadzieję – sprawią że Twój wspinaczkowy debiut będzie przyjemniejszy i nabierzesz ochoty na więcej!

Niezależnie od tego, czy wybierasz się na ściankę, na której wspina się „z liną” czy na boulderownie (niska ścianka z materacami), nie masz się czego obawiać. Wspinanie to sport bezpieczny – w tym momencie tysiące ludzi na całym świecie korzysta ze sztucznych ścian tak jak z siłowni, basenu czy lodowiska. Wspinaczka już dawno stała się sportem masowym.

Co warto wiedzieć przed pierwszą wizytą?

Na swój pierwszy raz na ściance wspinaczkowej zabierz ubranie sportowe, nie krępujące ruchów. T-shirt, szerokie spodenki dresowe lub legginsy będą dobrym rozwiązaniem.

Na pierwsze kilka wizyt nie musisz od razu kupować butów wspinaczkowych. Instruktorzy wspinaczki rekomendują jednak jak najszybsze zaopatrzenie się we właściwe obuwie – jeśli chcecie się więcej i lepiej wspinać, to buty będą Waszym pierwszym poważnym ograniczeniem (wspinamy się głównie na nogach!), ponadto wspinając się w – dajmy na to – butach do biegania, nabierzecie złych nawyków, które trzeba będzie wyplenić.

Jeśli jednak nie jesteś jeszcze pewnien, czy wspinanie to jest to, zabierz dowolne sportowe buty o możliwie płaskiej podeszwie. Idealne będą nieco przyciasne trampki.

Bulder czy lina?

Spotkać się możesz z dwoma rodzajami sztucznych ścianek. Pierwszy to bulderownie, czyli niskie, 3-5 metrowe ścianki otoczone grubym materacem, który chroni Cię przed uszkodzeniem. Na bulderowniach wspinamy się bez asekuracji linowej, za nasze bezpieczeństwo odpowiada materac, ewentualnie i stojący za nami partner. Drugi rodzaj to wyższe (8-20m) ściany, na których niezbędna jest asekuracja przy użyciu liny. Zacząć możesz dowolnie.

Mamy problem… bulderowy

Do spróbowania bulderingu nie potrzebne Ci nic, poza sportowym strojem i butami. Buldery (problemy bulderowe, przystawki) to krótkie drogi wspinaczkowe które komponujesz sobie sam (na początku może to być trudne) lub korzystasz z gotowych, ułożonych przez załogę ściany. Z reguły konkretne problemy oznaczone są tasiemkami w tym samym kolorze lub biegną po jednokolorowych chwytach. Zrobić bulder oznacza zacząć od chwytów i stopni startowych i dojść do końcowego chwytu zwanego topem – pamiętaj o dołożeniu do topu obu rąk!

Boulderownia może wyglądać na przykład tak... (Mittersdorf, Austria)
Boulderownia może wyglądać na przykład tak… (Mittersdorf, Austria)

Buldery i drogi mogą się różnić trudnością – decyduje o tym formacja, jaką biegnie dana przystawka, chwyty (im mniejsze i bardziej obłe tym trudniej) oraz odległość między nimi. Problemy bulderowe mają swoje trudności, czasem opisane na ścianie, czasem oznaczone kolorami – zapytaj obsługi ściany.

Zorientuj się, czy na ściance bulderowej, która chcesz odwiedzić, nie są organizowane darmowe zajęcia pokazowe (np. „start” na warszawskim Cruxie) i skorzystaj. Instruktor pokaże Ci na czym polega wspinanie (buldering), wytłumaczy podstawowe zasady, doradzi odnośnie wyboru sprzętu. Jeśli takich zajęć w Twojej okolicy brakuje – nic straconego – zawsze możesz po prostu iść na ścianę samemu lub w grupie.  Jeśli poczujesz, że wspinaczkowy ruch to jest to, wystarczy zainwestować w buty wspinaczkowe, woreczek na magnezję i ściankowy karnet.

Uwaga, lina!

Pierwszy raz na ścianie oznacza dla Ciebie wspinanie „na wędkę”. To potoczne określenie wspinania z górną asekuracją, czyli sytuacji, kiedy lina idzie od asekuranta do stanowiska u góry ściany i wraca do uprzęży wspinacza. Zadaniem asekuranta jest stopniowe wybieranie luzu powstałego na linie wraz z wędrującym do góry wspinaczem. Odpadając, zawisamy w miejscu, w którym odpadliśmy, lub niewiele niżej. Nie próbuj robić tego bez odpowiedniego przeszkolenia! Jeśli nie masz doświadczonych wspinaczkowo kolegów lub koleżanek lub nie jesteś pewny ich umiejętności, skorzystaj z podstawowych szkoleń na wybranej ściance. Opanowanie podstaw asekuracji (na pierwszy ogień idzie wspinanie na wędkę) nie zajmie Ci prawdopodobnie dłużej niż godziny. Typowe szkolenie na ściankach trwa 20-45 minut, w zależności od jakości szkolenia i „pojętności” kursanta:) Jeżeli mieszkasz w Warszawie, możesz umówić się na podstawowe szkolenie ABC ze mną – gwarantuję pomyślne opanowanie podstaw. Oczywiście wspinanie z liną oznacza wspinanie w parach – najlepiej więc wybrać się na ściankę we dwójkę, albo w większej grupie – dobra zabawa gwarantowana, a i koszt szkolenia może rozłożyć się bardziej korzystnie!

Na większości ścian nie będziesz potrzebować sprzętu – możesz skorzystać z wypożyczalni. Z początku ograniczony będziesz do lini ubezpieczonych „wędką”. Połacie ściany obwieszone ekspresami (karabinki połączone taśmami) przeznaczone są do wspinania z dolną asekuracją. To jeszcze nie teraz:)

Drogi podobnie jak buldery, różnią się ze wzgledu na trudność, są oznaczone lub podpisane. Pokonanie drogi to w uproszczeniu przejście jej w ciągu, czyli bez odpadnięć i podciągania na linie. Na początek jednak postaw sobie zadanie dotarcia na samą górę!

(poz)

  • Caroline90

    Nie mogę powiedzieć, że jestem jakoś bardzo doświadczona w temacie – zaczęłam się wspinać dwa lata temu i nie mam za sobą zbyt dużej praktyki (zwyczajnie z braku czasu), ale jakieś swoje spostrzeżenia mam. Myślę, że jest ważne, by mieć wsparcie w dobrym instruktorze, który wspina się od dawna i jest w stanie nakierować odpowiednio osobę bez takiej praktyki. Od instruktora można też uzyskać wiele cennych rad związanych z ekwipunkiem. Mój „mentor” doradził na przykład, by sięgnąć po karabinki od Muntech24, bo są wytrzymalsze niż wiele droższych oferowanych w sklepach wspinaczkowych. Takie fajne tipy można mnożyć, bo jeśli ktoś ma za sobą dużo zaliczonych skałek, to zawsze ma sporo do przekazania mniej doświadczonym osobom. Grunt, żeby takie rady docenić, a niestety wśród młodych wspinających się niemało jest brawury i podejścia na zasadzie „a co mi stary pryk będzie gadał”.

    • http://www.wspinolog.com tomekpoz

      „mentora”, który daje taką radę kopnąłbym w zad.