Wspinaczkowy savoir-vivre. Must read!

P1030173

Do napisania tych słów zachęcił mnie ostatecznie swoim wcześniej opublikowanym tekstem Mateusz Mazur. Z racji tego, że tekst już dość długo leży u mnie w bebechach blogu w formie szkicu, a skalny sezon właśnie wystartował, postanowiłem pociągnąć temat do końca.

A więc: co robić, a czego nie robić w skałach (wybaczcie mało wyszukaną formę, ale liczy się konkret).

Kreskowanie dróg – kiedy zaznaczacie stopień (stopnie), chwyty, pamiętajcie o ścieraniu ich po sobie. Nawet jeśli uważacie, że nie niszczy to OS-a, ktoś inny nie musi podzielać Waszej opinii.

Kolejki do dróg – rezerwowanie drogi na pół dnia jest bardzo źle widziane i pachnie cebulą z daleka. To, że byliście pod skałą pierwsi, nie znaczy że możecie powiesić wędkę na cały dzień. Jeśli asekurujecie na wędkę matkę/żonę/kochankę/bus dzieciaków, a ktoś bardzo chce szybko przegrzać droge OS – wpuśćcie go, nikt na tym nie ucierpi, a dobre praktyki znajdą zastosowanie. Pamiętaj, że prowadzenie drogi powinno zawsze mieć pierwszeństwo przed wędką. Jeżeli więc ktoś będzie chciał prowadzić wędkowaną przez Ciebie drogę – pozwól mu – oczywiście zawsze można się dogadać, żeby chętny poprowadził na Waszej linie, i zostawił wędkę.

Luźna lina i „bezpańskie” ekspresy – jeśli na wybranej przez Was drodze wiszą ekspresy, zawsze zapytajcie o zgodę na użycie ich. W 95% przypadków nie spotkacie się z odmową, a będzie sympatycznie. Jeśli ktoś ściąga swoje ekspresy, zawsze mozecie poprosić, żeby zamienił je na Wasze. Albo zostawił wędkę z Waszej liny. Whatever. Chodzi o to, żeby dążyć do porozumienia.

Wędka ze stanowiska zjazdowego – jeżeli planujemy wędkować na drodze dłużej, nigdy nie wędkujemy bezpośrednio ze stanowiska. Podwieszamy linę na karabinku lub ekspresie, zeby nie wycierać kolucha. Jeśli zjeżdżacie z drogi, a ktoś nagle sobie przypomni, że „jednak by poszedł na wędunię” – trudno, niech idzie w drodze wyjątku – chodzi tylko o to, żeby nie stało się to regułą. Liczcie się z tym, że ktoś z boku zawsze ma prawo Was opieprzyć. Szanujcie skałę: jeśli lina przechodzi przez kant, albo rezygnujemy z wędkowania w tym miejscu, albo tak konstruujemy stanowisko, żeby o skałę nie ocierała.

Pierwsza wizyta w rejonie – przestrzegajcie miejscowych reguł wypracowanych przez gospodarzy. Obostrzenia bywają różne. W sudeckich piaskowcach zasady wynikające ze wspinaczkowej kultury są najsroższe – zakaz wędkowania, magnezjowania, używania kostek… Na polskiej Jurze częstym problemem jest dostęp – skały stoją na prywatnych gruntach, często w rezerwatach – nie we wszystkich miejscach wspinaczka jest możliwa, w niektórych przypadkach pracuje negocjacyjno-biurokratyczna machina – nie warto dolewać oliwy do ognia. Gdy jedziecie pierwszy raz, zróbcie odpowiedni research. W Polsce często wystarczy zajrzeć na stronę NASZYCH SKAŁ, żeby sprawdzić aktualny status rejonów.

Przyroda – respekt dla środowiska od zawsze był wpisany we wspinaczkowy etos. Nie śmiecimy, sprzątamy po sobie, nie wspinamy się po drogach, na których są ptasie gniazda. Jeśli planujemy wspinaczkę w piaskowcach, pamiętamy jeszcze o jednym – żeby nie wspinać się po deszczu (wtedy skała jest krucha). Respektujemy też wyłączenia skał z uwagi na okresy lęgowe ptaków – powszechna rzecz np. na Frankenjurze.

Pies – sam jeżdżę w skały z moją sunią i z reguły puszczam ją bez smyczy, jednak na wyraźne życzenie zawsze jest przywiązywana. Pies jest ultra spokojny ale czarny, duży i głośno szczeka jak ktoś podchodzi, więc ludzie czasem się po prostu boją. Trzeba zrozumieć, że ktoś może nie lubić psów.

Auta – najważniejszym wspinaczkowym przyrządem jest samochód. Respektujmy jednak miejsca parkingowe, zakazy wjazdu, itp. wjeżdżanie na leśne drogi, zastawianie wjazdu na pola nie rzadko kończyło się nie tylko przebiciem opon, ale niestety problemami z dostępem do skał. Nie ma dużej różnicy czasowej w 5 czy 10 minutowym dojściu pod skały, nawet jak ktoś jechał z Warszawy aż 4 godziny. Zasadniczo, jeśli ktoś pisze w przewodniku, że parkuje się w miejscu X, mimo, że da się podjechać pod skałę, a zakazu brak, zazwyczaj nie wynika to z faktu, ze autor nie ogarnął, a my jesteśmy turbosprytni, tylko z dobrej praktyki.

Rozmowy, muzyka – nie narzucamy się innym, nawet jeśli jesteśmy królami życia. Muzyka w skałach – zasadniczo odpada, chyba, ze jesteście sami, a i to lekko zawiewa słomą z butów. Nie podpowiadamy wspinającym się, chyba, że wspinacz sobie tego zażyczy (respektujemy OS). Z dopingiem jest podobnie – niektórzy lubią, niektórzy nie.

Darcie japy – rozumiem, że we wspinaniu są emocje, ale nie jesteście sami – jeśli udajemy pawiana, to zawsze kontrolowanie, a głośne porykiwania, żeby: a. poprawić wentylację b. przyciągnąć płeć przeciwną, są rzadko kiedy skuteczną strategią. Epatowanie szczęściem po skończeniu drogi – z umiarem:) A jeśli wspinacie się w skałach w pobliżu domów (np. Mamutowa, Pochylec, albo w turystycznych miejscach (jak Podzamcze, Podlesice, czy Dolina Bolechowicka) pamiętajcie, że nadmierne wysłuchiwanie „kurew” i innych żali, że chwyt był mokry, że jesteśmy słabi nie musi być przyjemne dla otoczenia.

PODSUMOWANIE

  • nie wbijamy się w drogę na którą ktoś chce iść bez pytania,
  • nie chodzimy w uprzężach na pierogi czy do sklepu,
  • topo – kupujemy a nie kserujemy,
  • szanujemy środowisko, sprzątamy śmieci,
  • respektujemy lokalne ustalenia (dostęp, przyroda, parkingi),
  • nie narzucamy swojej obecności innym,
  • nie blokujemy dróg i szanujemy stanowiska zjazdowe,
  • szanujemy własność prywatną,
  • pomagamy sobie wzajemnie,
  • w sytuacjach spornych szukaj kompromisu i graj na sytuację WIN-WIN.

 

 

 

 

  • http://www.mysticlimb.pl mysticlimb

    Forma tekstu akurat taka, jaka powinna być: bez owijania w bawełnę pokazałeś, co jest buractwem, a co nie:) I fajny tip z Naszymi Skałami!
    Pozdrawiam, Matek