Wspinaczka na igrzyskach, część II – kolejny medal dla Polski?

climbing-olympics

W pierwszej części tekstu postawiłem tezę, że format olimpijski będzie preferował boulderowców i „linowców”. Jak będą wyglądały ruchy w światowym rankingu? Jak dziś wygląda polskie wspinanie? Oto druga część olimpijsko – wspinaczkowych spekulacji.

Nowy rodzaj zawodnika

Kontynuując myśl z poprzedniego wpisu, roku najłatwiejszą drogą do zaistnienia (na dalszych miejscach) w światowym rankingu kombinowanym w 2016 są starty w czasówkach (na dowolnym poziomie) i start w zawodach w Azji na zawodach w boulderingu lub prowadzeniu (ze względu na słabą frekwencję, duże prawdopodobieństwo bycia w punktowanej 30). Jeśli IFSC nie wymyśli jakiegoś innego rozwiązania, najprawdopodobniej walka przesunie się trochę właśnie w kierunku rankingu. Dziś, typowy zawodnik, który jest wysoko w punktacji, łączy starty w prowadzeniu i bulderach. Ze względu na zdolności motoryczne, które predestynują zawodników do sukcesów w konkurencjach siłowych i szybkościowych, można postawić tezę, że to właśnie z grupy boulderowców rekrutować się będą specjaliści w „formacie olimpijskim”. Być może pojawi się grupa wspinaczy łączących czasówki i buldery, jak za czasów Oleksego (dziś mniej prawdopodobne ze względu na zmianę formatu w czasówkach)? W PŚ nic się nie zmieni – dalej będą zawodnicy specjalizujący się w konkretnych dyscyplinach. A może, jak powiedział jeden z polskich trenerów, powstanie całkiem nowy, czwarty rodzaj zawodnika?

Za chwilę wszyscy będą biegać 9 sekund

Jeśli chodzi o czasówki, poziom wejścia do światowej czołówki jest tu zbyt wysoki, a czasy niebotycznie wyśrubowane. 6 sekund na standardzie to kosmos, a trudno oczekiwać, że zawodnicy punktujący w bulderach czy prowadzeniu nagle przestawią się na bieganie. Ci z nich, którzy już z bieganiem eksperymentowali, dziś biegają standard w czasie 8-9 sekund, co dziś daje im pewne „małe punkty” w niemal każdej rundzie PŚ na czas (przykłady: McColl, Alban Levier, Manu Cornu). Walka czołówki skupi się więc na miejscach z dala od podium, poza pierwszą dziesiątką czy dwudziestką. Powtórzę tezę z pierwszego wpisu: przy obecnym układzie sił, czasówkarze nie będą stanowić znaczącej siły w 20-osobowym gronie olimpijczyków, o ile nie umożliwi im tego konstrukcja kwalifikacji, natomiast przyzwoita znajomość standardu w czasówkach będzie dość ważna w olimpijskim CV bulderowców czy „linowców”. Na czas trenują już Niemcy i Słoweńcy, którzy nie przejmują się w ogóle teoriami, że „czasówki to nie wspinanie”. Ciężko spodziewać się też braku reakcji takich wspinaczkowych potęg jak Japonia czy Korea Płd.

Spodziewam się natomiast ruchu w drugą stronę – czasówkarze będą poświęcać więcej czasu „normalnym” konkurencjom. Już teraz w myśli szkoleniowej wygrywa podejście, które zakłada wszechstronny rozwój zawodnika w oparciu o trzy konkurencje – wystarczy przyjrzeć się osiągom Austriaków, Włochów czy Francuzów, o Rosji czy Chinach nie wspominając. Również polscy topowi czasówkarze, jako sportowcy z prawdziwego zdarzenia i liczą się z koniecznością zdywersyfikowania treningu.

Polski ranking kombinowany

Jak powszechnie wiadomo, Polacy są na świecie znani głównie z wyników w szybkościowej konkurencji, a w rankingu kombinowanym nas nie ma. W generalce PŚ w prowadzeniu przed rokiem jedyne punkty dla Polski wywalczył Kamil Ferenc (64 miejsce w generalce), w boulderingu nieco lepiej – Mechanior 12 miejsce przed rokiem, w tym tylko 47 (jednocześnie to też najlepsze miejsce wśród Polaków). Kasia Ekwińska, która w 2015 wygrywała w Polsce wszystko jak leciało, jest w bulderach sześćdziesiąta.

Dziś w przypadku powołania na igrzyska w oparciu o jakikolwiek ranking, nasze szanse są niewielkie. Nie ma dziś wśród startujących wszechstronnego zawodnika, który mógłby zawalczyć o czołowe miejsca – bez zmiany „orientacji”.

Kto mógłby powalczyć? Zainteresowanym proponuję przyjrzeć się polskiemu rankingowi kombinowanemu za rok 2015 (w PDF). Widać podobne trendy jak na świecie – czołowe lokaty zajmują tutaj: wspinacze pokroju Kasi Ekwińskiej, Idy Kupś czy Adriana Chmiały (buldering + prowadzenie). Czasówki z innymi dyscyplinami łączy np. Monika Prokopiuk czy Michał Lewicki.

Próżno szukać w rankingu aktualnych Mistrzów Polski – Piotra Schaba, Marcina Dzieńskiego, czy Andrzeja Mecherzyńskiego – Wiktora, choć w świetle istniejących przepisów, wystarczyłoby im znaleźć się na liście wyników jakichkolwiek innych zawodów, w których dziś nie startują.

Oczywiście ten ranking to nie wszystko, a szukać powinniśmy też wśród juniorów.

Polska racja stanu:)

Jeśli chodzi o kwalifikacje olimpijskie, rozwiązanie, które mogłoby dawać najwyższe szanse Polakom powinno zakładać:

  1. Ograniczenie kwotowe co do zawodników z danego kraju
  2. Jakiś rodzaj parytetu w wyborze dwudziestki – np. pierwsza piątka prowadzenia, pierwsza piątka w bulderach, pierwsza na czas. Reszta np. z rankingu łączonego.

Wtedy dopiero jest szansa na szansę na medal:)

PZA, a właściwie Komisja Wspinaczki Sportowej, mogłaby rozważyć następujące kroki w najbliższych dniach i miesiącach:

  1. Dopuszczenie do zgrupowań i konsultacji Kadry Narodowej zawodników z innych dyscyplin np. w celu wymiany doświadczeń
  2. Szybkie opublikowanie rankingu kombinowanego za 2015 i 2016 w celu promowania trójboju i zaistnienia w szerszej świadomości środowiska.
  3. Zapowiedź powołania KN (w oparciu o zasady kwalifikacji ogłoszone przez IFSC).
  4. Lobbowanie w IFSC za rozwiązaniem odpowiadającym „polskiej racji stanu” (patrz wyżej).
  5. Zmiana przepisu o rankingu kombinowanym, który w obecnym kształcie umożliwia obejście systemu.

Trzeba pamiętać, że na razie to World Games, pozostaje priorytetem w MSiT i z przygotowań do tej imprezy PZA rozlicza się z ministerstwem. Jakkolwiek sytuacja jest rozwojowa i trzeba też czekać na ruchy MSiT.

To już wszystko w temacie – sytuacja jest dynamiczna i każde nowe ustalenia IFSC spowodują, że wnioski trzeba będzie przepisać na nowo.