Wspinaczka na igrzyskach – część I spekulacji 

olympic-flag

O ile olimpijski angaż nie wzbudza w większości fanów wspinaczki sportowej negatywnych odczuć, o tyle format zawodów łączący wszystkie trzy wspinaczkowe dyscypliny wciąż wywołuje spory.

„Lead, Speed and Boulder are different expressions of the versatility of this sport.” – słowa prezesa IFSC Marco Scolarisa jak mało które oddają istotę wspinaczki sportowej. W poniższym tekście nie zamierzam jednak odpowiadać na pytanie, czy to dobrze, czy to źle. Chcę się zmierzyć z kilkoma mitami i spróbować odpowiedzieć na pytanie, co właściwie oznacza dla wspinania taka, a nie inna forma rozgrywek oraz – co ważniejsze – jak mogą wyglądać kwalifikacje.

Początkowo miał to być krótki tekst o tym, kto będzie miał szansę na olimpijskie złoto i dlaczego właśnie boulderowcy, ale w ferworze walki okazało się, że będę musiał podzielić tekst na dwie części. Oto pierwsza z nich.

Jeżeli więc nie możesz się pogodzić z tym, ze wspinanie weszło na igrzyska, albo, że czasówki to nie wspinanie, nie trać czasu na dalszą lekturę. Albo przejdź od razu do wniosków.

Co wiemy?

Dziś możemy jedynie pobawić się w spekulacje.Trochę konkretnych informacji zawiera wydany przez MKOl dokument. Wiadomo więc, że na Igrzyskach całe wspinanie musi zmieścić się w 2 dniach rozgrywek. Wiadomo też, że zwycięzca będzie musiał wykazać się w trzech wspinaczkowych konkurencjach, o zwycięstwie zadecyduje „overall ranking”, a w zawodach weźmie udział tylko 20 kobiet i 20 mężczyzn. Z wypowiedzi prasowych IFSC wynika, że kolejne informacje dotyczące rozgrywek mogą ujrzeć światło dzienne jesienią, a wiążące decyzje zapadną pewnie wiosną, na najbliższym posiedzeniu plenarnym. Pewne jest, że dwa dni to za mało, żeby rozegrać zawody wg znanych zasad. 

Jak będą wyglądać zawody?

Dwa dni to za mało, żeby rozegrać zawody w zwykłym formacie, pewne jest więc, że z rozgrywek wypadną niektóre rundy znane z PŚ. Prawdopodobne rozwiązanie zakłada rozegranie konkurencji w kształcie trójboju (równa rola trzech dyscyplin), plotki mówią też jednak o formule na kształt wspinaczkowego triatlonu (każda runda w innej dyscyplinie) – uważam to jednak za mniej prawdopodobną opcję, którą na razie pominę (przy tym pomyśle formuła trójboju brzmi jak normalna i konserwatywna:P).

Tak naprawdę to nie format zawodów, a system kwalifikacji na igrzyska zdeterminuje światowe wspinanie sportowe. Choć Jérôme Meyer (sport manager z IFSC) zapewnia, że IFSC nie zrezygnuje z dotychczasowych pucharowych rozgrywek, na pewno wpłynie to na kształt treningu i wybór sportowych celów zawodników. Być może pojawią się zawody w całkiem innym formacie niż dotychczas.

Można domniemywać, że proces kwalifikacji oprze się na jednym z rozwiązań:

  1. Najlepsze osoby w całorocznej klasyfikacji łączonej (ranking kombinowany prowadzenie + bouldering + czas)
  2. Klasyfikacja łączona, ale tylko z Mistrzostw Świata
  3. Najlepsze jednostki – Mistrzowie Świata z 2019 roku, ewentualnie medaliści MŚ czy PŚ
  4. Będzie zorganizowany jakiś osobny event o kształcie podobnym jak impreza na igrzyskach.
  5. Czołówka w każdej z konkurencji (wybrana z rankingu PŚ)
  6. Jakaś kombinacja powyższych, np. pudło MŚ (9 kobiet i 9 mężczyzn) plus np. zwycięzcy PŚ 2019 plus reszta z rankingu kombinowanego

Upraszczając:

Mamy dziś dwie opcje – albo bilet na igrzyska dostaną zawodnicy najlepsi w danych konkurencjach (wyłonieni z osobnych rankingów lub MŚ), albo allrounderzy – zawodnicy, którzy startują we wszystkich konkurencjach – tu decydować będzie ranking łączony (kombinowany). Przyjrzyjmy się tej drugiej opcji.

Ile dziś wart jest ranking łączony IFSC?

Dziś klasyfikacja łączona stanowi tło do rozgrywek Pucharu Świata, jest jednak rzetelnie liczona przez system informatyczny IFSC. Żeby zostać sklasyfikowanym, trzeba punktować (czyli zająć miejsce 1-30) w dwóch z trzech wspinaczkowych konkurencji, a do wyniku liczonych jest 5 najlepszych startów. Corocznie w rankingu klasyfikowanych jest ok. 20-40 zawodników.

Kto dziś rządzi w rankingu kombinowanym na świecie?

Po przestudiowaniu pierwszej dziesiątki sklasyfikowanych w rankingu łączonym, widać dość ciekawe rzeczy:

U pań (dla roku 2015):

Jain Kim– startuje w prowadzeniu, na czas wystartowała raz (przedostatnie, 15 miejsce i pewne punkty do generalki, czas ok. 21s)

Akiyo Noguchi – głównie bouldering, jeden start z liną

Yuka Kobayashi, Ota Risa – lina i baldy po równo

Tamara Kuźniecowa – baldy i czasówki

Charlotte Durif – tylko 3 starty, dwa w baldach, raz z liną u siebie w Chamonix

Aika Tajima – baldy i prowadzenie

Zhuoma Pubu – startowała tylko w Chinach, ale punktowała w każdej konkurencji

A u panów:

Adam Ondra, Sean McColl, Domen Scofic, Jakob Schubert, Nakano Minoru – buldery i prowadzenie, raczej po równo. McColl wystartował też trzykrotnie w czasówkach, ale tylko tam, gdzie był na zawodach w bulderach czy z liną oraz u siebie w Kanadzie. W 2014 zwyciężył dzięki równym startom w boulderingu i prowadzeniu, to nie czasówki dały mu przewagę nad Ondrą

Jan Hojer – buldering, jeden kontrolny start z liną w Kranju na końcu sezonu

Zida Ma (Chiny) – starty tylko w Chinach, ale był w stanie zapunktować w każdej z konkurencji

Sungjoon Chae (Korea Płd.) – baldy i czasówki

Jakie z tego płyną wnioski?

– dziś zdecydowana większość zawodników z czołówki rankingu łączy starty w dwóch konkurencjach. Jest to głównie kombinacja prowadzenia i boulderingu, a wysoka pozycja w klasyfikacji generalnej do 2015 nie zależy znacząco od startów we wszystkich trzech konkurencjach,

łatwiej być dobrym w prowadzeniu lub boulderingu i zarobić pojedyncze punkty w ogonie PŚ na czas, niż na odwrót. Wyniki potwierdzają, że ciężko jest osiągnąć w generalce łączonej dobry wynik specjaliście od konkurencji na czas,

– im gorsze wyniki zawodnika w konkurencjach prowadzenie i bouldering, tym bardziej pozycja w rankingu łączonym zależy od wyniku w czasówkach (zwłaszcza u kobiet, u których łatwo jest punktować w PP na czas – w 2015 wystarczyło „być” na liście startowej, żeby zająć 14 miejsce – wyobraźcie sobie taką sytuację w prowadzeniu czy boulderingu:O),

– starty na czas to najłatwiejszy sposób na zdobycie punktów przez zawodników ze środka stawki w prowadzeniu i bulderingu. Jeżeli IFSC będzie brało pod uwagę ranking łączony, spowoduje to run zawodników zwłaszcza z drugiego planu na konkurencję na czas, w której w tym momencie dość łatwo jest punktować.

Jak widać z powyższej analizy, Adam Ondra i inni spece od prowadzenia i bulderów nie powinni mieć powodów do zmartwień. A co na to Polacy? O tym w II części tekstu…